konkurs final fantasy xiii-2
Rób to co chcesz. Konsekwencje same się do ciebie zgłoszą.
Serwis
Strona główna
Publicystyka
Fanfiki
Artykuły
Encyklopedia
Galeria
FanArt
Tapety
SquareZone Cup
O serwisie
Redakcja
Square Enix
Brave Fencer Musashi
Chocobo Tales
Chrono Cross
Chrono Trigger
Crystal Defenders
Dissidia: Final Fantasy
DQ Heroes: Rocket Slime
Dragon Quest V
Dragon Quest VII
Dragon Quest VIII
Dragon Quest IX
Drakengard
Drakengard 2
Final Fantasy
Final Fantasy II
Final Fantasy III
Final Fantasy IV
Final Fantasy V
Final Fantasy VI
Final Fantasy VII
Final Fantasy VIII
Final Fantasy IX
Final Fantasy X
Final Fantasy X-2
Final Fantasy XII
Final Fantasy XIII
Final Fantasy Tactics
Final Fantasy Tactics Advance
Final Fantasy The Spirits Within
Wstęp
Recenzja
Postacie
Final Fantasy Crystal Chronicles
Final Fantasy VII: AC
Final Fantasy VII: CC
Final Fantasy VII: DoC
Front Mission 3
Front Mission 4
Front Mission 5
Front Mission Gun Hazard
Heroes of Mana
Itadaki Street Special
Kingdom Hearts
Kingdom Hearts II
Kingdom Hearts Re:coded
Kingdom Hearts: CoM
Kingdom Hearts 358/2 Days
Legend of Mana
Legend of Kage 2
Live-A-Live
Nier
Parasite Eve
Parasite Eve 2
Radiata Stories
Radical Dreamers
Seiken Densetsu 3
Star Ocean
Star Ocean: First Departure
Star Ocean: Second Story
Star Ocean: Till the End of Time
Star Ocean: The Last Hope
Super Mario RPG
The World Ends With You
The Last Remnant
Vagrant Story
Valkyrie Profile
Xenogears
Inne
Dark Chronicle
Disgaea: Hour of Darkness
Eternal Sonata
Golden Sun
Grandia II
Jade Cocoon
Legend of Dragoon
Priston Tale
Saiyuki: Journey West
Shadow Hearts - Covenant
Sudeki
Suikoden
Suikoden II
Suikoden III
Suikoden IV
Suikoden V
Reklama
Final Fantasy IV:
Complete Collection
Głównym bohaterem Final Fantasy IV jest Cecil Harvey, Mroczny Rycerz służący w siłach zbrojnych kraju Baron. Pewnego razu Cecil zostaje wysłany z misją wykradzenia tajemniczego Kryształu, który znajduje się w posiadaniu zamieszkałych w jednej z wiosek magów.
Cena: 54.90 zł
oszczędź 105 zł*!
* w stosunku do sugerowanej ceny detalicznej.
Sonda

Jakiego rodzaju konkursy chciałabyś/chciałbyś w przyszłości widzieć na SquareZone?






Shoutbox
Zaloguj się aby pisać w Shoutboxie
(X)(X)_BAHAMUT_(X)(X) 15:30:44
chocobo jak gra mmo może mieć fabułę skoro w grach mmo jedyne o co chodzi to o masowe mordowanie potworów i wykonywanie questów typu przynieś, zanieś, zabij :D. No i czasem zdarza się jakiś event jakiś silny boss czy coś w tym stylu :P
Chocobo 12:39:50
Świętego? Nigga, please... XI ma fajną fabułę. W XIV grałem za mało, żeby się o niej wypowiadać, ale też wygląda ok. Właściwie każda gra jest "maszynką do robienia pieniędzy" i są setki tysięcy ludzi którzy są gotowi płacić abonament za dostęp do gry. Ja płaciłem kilka lat za XI i nigdy nie miałem wrażenia, że to źle wydane pieniądze.
KingdomKrzyś 09:19:16
Ja się cały czas zastanawiam jak można było zrobić z czegoś tak świętego czym jest Final Fantasy grą MMO. Seria, która słynęła ze znakomitej fabuły itd. Już wcześniej FF było maszynką do robienia pieniędzy, ale to już przesada. 50zł za miesiąc gry? Za 2 miesiące grania to ja se mogę kupić o wiele lepszy tytuł na ps3
Chocobo 21:52:15
Grałem bardzo okazjonalnie od premiery do czasu kiedy trzeba było płacić. Może znów zacznę jak się ukaże na PS3.
Mazurit 20:48:13
Wielka szkoda. A tak w ogóle, to widzę, że grasz? Dobrze zrozumiałem?
Chocobo 17:29:09
W każdym razie z miesiąca na miesiąc XIV jest coraz lepsza. Wprowadzają masę poprawek i zmian. W tej chwili już jest bardzo fajnie. Tylko co z tego. Liczy się peirwsze wrażenie i recenzje. A te były miażdżace. Trochę szkoda.
Chocobo 17:27:20
A poza tym większość pary poszło na wizualia, rozległość świata, rozmach i aspekt artystyczno-architektoniczny. Przez to gra nie była dostatecznie dopracowana. Za szybko wprowadzili ją na rynek. Wprowadzili ją na rynek licząc na weteranów XI i nowych ludzi których miała przyciągnąć marka. Ale się przeliczyli.
Chocobo 17:21:46
No właśnie chodzi o to, że nie poszli z duchem czasu. Wydawało im się, ze jak zrobią XIV podobną do XI to będzie ok, ale nie. XIV spodobała się tylko weteranom XI. Nowi się odbili.
Mazurit 17:11:02
Skoro tak dobra ta XI to dlaczego takiego wała z FFXIV zrobili, wystarczyło tylko ją trochę uprościć dla mas. Słabo rozbudowany tryb jednoosobowy jest dla mnie większym minusem niż hardkorowość, ale z drugiej strony to w końcu mmorpg.
Chocobo 16:08:39
Przy takim WoW to jak nie ma znajomych wyruszasz na samotne łowy i robisz sobie questy. W FF11 tak się nie da. Oprócz tego, ze questy są tak zaprojektowane, że do ich ukończenia musisz być w drużynie, to jeszcze samemu prawie nic nie da się zdziałać. Padasz co kilka minut.
Chocobo 16:06:24
Nie tylko świat jest lepszy. Wszystko tam jest lepsze. Tylko ma jedną zasadniczą wadę. Jest okropnie hardkorowa. Trudna, skomplikowana, ciężka w obsłudze. Bardzo długo trzeba się jej uczyć. A na domiar złego jest w ogóle niegrywalna kiedy chce się grać samemu.
Mazurit 15:59:14
W FF XI nie grałem, ale kreacja świata w jutubowych filmikach wydaje się lepsza.
Chocobo 15:45:27
Tylko że to granie było trochę wymuszone tym, że mówiłem sobie, że skoro już płacę wysoke miesięczne myto za granie to wypdałoby to wykorzystać.
Chocobo 15:43:23
Ja przy FF11 online jakieś tysiące godzin spędziłem dawno temu. Ale to przez kilka lat. Każdym innym mmorpgiem nudziłem się po 10 godzinach.
Mazurit 15:36:58
To ilość czasu na ok. 8-12 rozbudowanych RPG'ów, chociaż to i tak lepsze niż przesiadywanie przy WoW'ie, tam to dopiero nuda jest, każdego dnia ten sam monotonny cykl. Dobrze, że chociaż brat mówi, że daruje sobie to %#^@.
Chocobo 15:33:44
Zamarznę w tej pracy. Ogrzewanie siadło.
Chocobo 15:29:01
http://tinyurl.com/74xogl4
Chocobo 15:25:44
350 godzin. Pomyliłem się ponad dwa razy. Widzę, że ludzie mają po 800 godzin w Dragon Quest IX.
Chocobo 15:19:12
No nie. Bez przesady. Nie mam tej na BS-X i nie mam tego śmiesznego zachodniego spinoffa rysunkowego który jest okropny.
Chocobo 15:15:05
No w DQ IX gdybyś chciał rozwinąć wszystkie klasy postac i bronie i ukończyć wszystkie poboczne questy łącznie z tymi do ściągnięcia to podejrzewam, że też byłoby około 350 godzin. Ale ja nie mam już do tego zdrowia. Ja przeszedłem tylko główny wątek i misje które były w podstawowej wersji gry.
Mazurit 15:12:59
A w Zeldę na BS-X'a to też grałeś?
Mazurit 15:07:03
Taa, wiem, jak przechodziłem to zadania po głównej linii fabularnej, musiałem sobie już odpuścić, wykonałem tylko kilka, ale te dungeony to zbytnia monotonia jak dla mnie. BTW, tyś mówił, że przy DQ IX ok. 120 h, bracki przy DQVIII ok. 340 h i to przy trzecim obcowaniu z grą, jak dla mnie to radykalny nolifer.
Chocobo 14:51:07
Ogromna gra. Ale Dragon Quest IX, szczególnie po ściągnięciu darmowych dodatkowych questów wszystko zawstydza.
Chocobo 14:46:54
około 50 godzin na główny wątek i parę poobcznych questów. Gdybyś chciał wycisnąć z niej 100% to myślę że do 100 godzin się wyrobisz. To jest największa Zelda w historii. A ja grałem we wszystkie.
Mazurit 13:55:34
Chocobo, tyś miał chyba doczynienia z najnowszą Zeldą SS, na ile to gra, wliczając zadania poboczne?
Chocobo 11:30:41
Po pierwsze trzeba mieć PSP, po drugie trzeba kupić na PSS za całe 18 złotych. Lepiej iść na browar z kumplami.
KingdomKrzyś 11:26:42
a nie lepiej zagrać na konsoli? Np. na psp?
Chocobo 11:17:25
Ta sama gra. Graj se na czym chcesz. Na emulatorze muzyka troche lepiej wypada. Chociaz w obu wypadkach brzmi jak kupa..
Bartuc 10:21:20
Bry, takie małe pytanie: w FF VII na kompie lepiej grać w wersję PC czy przez emulator?
Chocobo 10:13:44
Nie. Nie obchodzi mnie to.
Cosplay
Cosplay

Final Fantasy The Spirits Within - Recenzja

WSTĘP, czyli coś co trzeba napisać na początku żeby jakoś sensownie zacząć.

Jest rok 2065. Ziemia jest opanowana i spustoszona przez najeźdźców z kosmosu. Nazywani są oni Fantomami jako że są niewidoczni dla ludzkiego oka. Garstka ludzi walczy z nimi o przetrwanie swojego gatunku, kryjąc się w otoczonych specjalnymi barierami miastach. Ciągle trwają próby unicestwienia przeciwnika...lecz z każdą kolejną sytuacja staje się coraz to bardziej beznadziejna, a ludzie powoli tracą wiarę w sens jakiegokolwiek oporu. Nie wszyscy jednak. Jest przynajmniej jedna osoba, która widzi wyjście z tej dramatycznej sytuacji i choćby szansa była bardzo niewielka to będzie walczyć do końca. Tą osobą jest Dr. Aki Ross. Młoda kobieta szukająca ratunku w swoich tajemniczych, powtarzających się snach. Wraz ze swoim przyjacielem i mentorem Dr. Sidem wierzą, że da się powstrzymać Fantomy.... kolekcjonując osiem dusz znajdujących się gdzieś na terenie opanowanym przez wroga.

Tak mniej więcej w skrócie przedstawia się zarys fabuły Filmu Final Fantasy : The Spirits Within. Polskie tłumaczenie - Wojna Dusz, co nawet ma pewien sens w przełożeniu na akcję filmu. Dokładnie należałoby to jednak przetłumaczyć - Wewnętrzne Duchy/Dusze albo Dusze Wewnątrz (bardzo dosłownie) czyli nawiązanie do powszechnego przekonania (zaczerpniętego z niezliczonych religii), że każda żywa istota posiada wewnętrzną energię (duszę), która nie ginie wraz ze śmiercią ciała lecz kontynuuje swój żywot w innej postaci. To tak ogólnikowo, jako że nie jestem ekspertem w dziedzinie religii , a poza tym Wielce Szanowna Redakcja nie płaci mi za filozoficzne dywagacje lecz za recenzję filmu :-).

Filmu, który jest pierwszą próbą zaistnienia firmy Square na szerokim ekranie. Próby, jak już wiemy, średnio udanej, co jednak moim zdaniem nie przekłada się na to czy film jest słaby czy też nie. Wprost przeciwnie, uważam ten film za naprawdę dobry (4+ w skali od 1 do 6) i za spory krok w dziedzinie filmu animowanego komputerowo. I to nie takiego w stylu Shreka czy też Toy story, ale takiego który stara się przedstawić akcję i postaci w najbardziej realistyczny z dostępnych sposobów. W czym więc problem? Przypuszczam, że kiepskie przyjęcie filmu na świecie wiąże się z dwoma aspektami. Po pierwsze z faktem iż film ten to przede wszystkim przełom w animacji i jego twórcy skupili się na jego technicznej stronie. A jak wiemy widz to bardzo wymagające stworzenie, które wymaga aby film był spójny w każdym jego elemencie, a zwłaszcza fabularnym. Mniej interesuje go to ile klatek animacji ma dana scena, czy z ilu oddzielnie wygenerowanych włosów składa się fryzura Doktor Ross. A twórcy filmu skupili się właśnie na lansowaniu tego aspektu.

FILM A GRA, czyli ile jedno z drugim ma wspólnego .... a tak w ogóle to o co tyle hałasu?!?!

Drugi o wiele ważniejszy aspekt to nieco mylący tytuł - FINAL FANTASY. Wszyscy, którzy właśnie czytają tą recenzję kojarzą go z niesamowitym cyklem gier (których, tak na marginesie, autor tej recenzji, także jest wielkim fanem). Gry ze świata Final Fantasy zawsze cechowały się tym, że mieliśmy w nich olbrzymią, wielowątkową i pasjonującą fabułę. Ciekawych, ?wielowarstwowych? bohaterów oraz niesamowitą oprawę dźwiękową i graficzną. Większość fanów, a także fanatyków (przykre zjawisko w każdej dziedzinie kulturalnej życia) miało więc już w momencie ogłoszenia planów powstania takiego filmu jakieś swoje wyobrażenia.

Niestety dla nich, tytuł FINAL FANTASY był czymś w rodzaju chwytu marketingowego - nie znaczy to, że złego, oszukańczego. Miał na celu pokazanie kto przy danym dziele będzie pracował oraz to, że możemy oczekiwać najwyższej jakości animacji. Wszyscy przecież pamiętamy cudowne Intro z Finala VIII, w którym Squall i Seifer okładają się mieczami. Niemal perfekcja. Nie wspomnę już o innych filmikach, od których roiło się w grach FF. Ja właśnie tak to odebrałem. Inni zaczęli snuć różne przypuszczenia, na wielu stronach internetowych pojawiały się tematy - Czego oczekujesz od FF: TZW , lub Co Chcesz w nim zobaczyć?. Sami się nakręcali na 8 cud świata. Gdy doszło do premiery filmu, cudu nie było. Film nie odzwierciedlał żadnej z gier ani sam w sobie nie stanowił materiału na kolejną część FF na ekranie monitora. Czy to źle? NIE! Film i gra to zupełnie oddzielne narzędzia rozrywki. Każdy z was kto myślał, że będzie miał do czynienia z kalką jakiejś gry - sam się oszukał. Nie ma nic gorszego niż rozbudzone oczekiwania wobec czegoś czego się tak naprawdę nie zna.

PODOBIEŃSTWA,czyli nieco więcej o filmie dla tych, którzy się upierają że nie ma podobieństw do gry

Ludzie pisali, że brakuje im w filmie Chocobosów, akcji, że w ogóle nie ma odniesień do cyklu FF. Otóż moim zdaniem są takie odniesienia, nawet sporo. Zresztą nawet gdyby ich nie było wcale bym nie narzekał :-) Po pierwsze jest wiecznie powracająca postać o imieniu Cid (Sid z angielska). Jak w każdej części gry jest to postać która zna się na technice i jest jakimś instruktorem. W tej części Cid jest naukowcem, ekspertem od teorii Dusz.

Jak w każdej części mamy tu coś na kształt drużyny. Poza Dr Aki i wspierającym ją radami Cidem mamy tu oddział specjalny o kryptonimie DEEP EYES (Polskie tłumaczenie - Wielkie Oczy :-) ). Reprezentuje go dosyć różnorodna mieszanka ciekawych charakterów. Mamy więc silną kobietę-żołnierza, pilota-wesołka czy sympatycznego Afroamerykanina (tak tak , poprawność polityczna dotarła także do SquareZone :-) ) . Przewodzi nimi bohaterski Kapitam Grey, zakochany z wzajemnością w pięknej Aki. Ich związek nie rozwija się jednak jak w przysłowiowej bajce i stanowi on jeden z głównych wątków filmu.

Czarny charakter filmu, nieco szalony Generał Hein, też odpowiada standardom wypromowanym przez grę. Nie jest on jakimś złem wcielonym, scenarzyści w kilku momentach starają się pokazać jego bardziej ludzkie oblicze oraz pokazują czemu dokonuje takich wyborów a nie innych. Nie jest jakimś świrusem chcącym za wszelką cenę dojść do władzy lecz człowiekiem, który głęboko wierzy, iż to co robi jest w stanie ocalić ludzkość. To co czyni go "złym" w tym filmie to nienawiść do wroga spowodowana stratą rodziny oraz fakt, że utracił wiarę i nadzieję na lepsze jutro. Stoi więc w przeciwieństwie do takich ludzi jak Aki czy Cid, którzy to właśnie dzięki wierze dostają szansę na to aby uratować ludzkość.

Największym odniesieniem do gier jest jednak wątek główny, który w bardzo dużym stopniu przypomina to co widzieliśmy w VII części gry. Tu przejawia się to jako "teoria Gai" oznaczająca, że każda żywa istota ma duszę, która po jej śmierci wraca do Gai - duszy planety (w tym wypadku ziemi), przekazując jej swoje nabyte doświadczenia i tym samym wzmacniając ją. Tak samo jak w grze dusza Ziemi jest zagrożona i to na jej ratunku skupiają się bohaterowie. Co istotne, zagrożenie nie płynie tylko od sił zewnętrznych (Fantomy - Jenova/Sephiroth) ale przede wszystkim od ludzi pełnych ignorancji i zapatrzonych w siłę technologii i przemysł (Hein-Shinra Inc.)

Nie mogę się zgodzić z zarzutami, że nie ma akcji. Jest jej całkiem sporo jak na taki film. Wiem, że w porównaniu do gry to jakby w ogóle jej nie było, ale.... kto chciałby oglądać non-stop pojedynki z tymi samymi wrogami na ekranie?!?! co innego gra co innego film. Tu powinniśmy wymagać przede wszystkim dynamizmu. Niestety jak dla mnie ciutkę go brakuje. Pojedynki z wrogiem skupiają się głównie na strzelaninach, a gdy już jakiś Fantom podejdzie blisko to... GAME OVER. Brakuje mi jakiegoś kolesia co by mieczem wywijał i kasował wrogów..... ojej... zaczynam brzmieć jak jeden z tych "rozczarowanych", z których się wcześniej śmiałem... lepiej zakończę ten wątek :-)

FABUŁA - czyli o czym to w ogóle jest jeśli nie jest tylko popisem grafików komputerowych

Jeśli miałbym odpowiedzieć na to jednym zdaniem to powiedziałbym, że ( poza nic nie mówiącym frazesem o walce ludzi z najeźdźcami) jest to film o tym, że w życiu najważniejsze są wiara, nadzieja i miłość. Tak wiem... słyszeliśmy to już tyle razy, że niektórym wydaje się to jak śmieszny banał. Niestety niektórym trzeba nawet najprostsze banały powtarzać. Mnie ten "banał" w tym filmie nie przeszkadza. Powiem więcej, jest przedstawiony w dosyć realny i nie nachalny sposób.

Z jednej strony mamy kogoś takiego jak Generał Hein, który przy pomocy potężnej stacji orbitalnej ZEUS pragnie zniszczyć kosmitów, nie zważając na to iż może tym samym spowodować zagładę samej Ziemi. Z drugiej strony ludzi, którzy podejmują szaleńczą próbę, bardzo ryzykowną dla nich samych, ratowania Ziemi. Ich misja skompletowania dusz wydaje się niemożliwa a dla dużej części społeczeństwa brzmi to jak paplanina chorego umysłu. A nawet jeśli im się powiedzie to nie mają żadnych gwarancji, że ich sposób podziała i najeźdźcy zostaną unicestwieni. Mimo to walczą do końca, bo w coś wierzą a nadzieja na lepszy spokojny świat staje się motorem ich postępowania.

Mamy też postać Kapitana Greya, który zdaje się być pośrodku. Jest żołnierzem wykonującym rozkazy, jednym z lepszych w swoim fachu. Nie myśli o teorii Gai czy jakiś tam duszach, bo dla niego to nie jest istotne. To co go zmienia i nadaje jego życiu sens inny niż tylko wykonywanie rozkazów to miłość do Aki. Przez to, że jej ufa, pojawiają się u niego wątpliwości aż z czasem zaczyna jej coraz bardziej wierzyć. Moment, w którym będzie musiał ostatecznie odpowiedzieć sobie na pytanie czy rzeczywiście jej wierzy i ufa to decydujący moment w filmie, bardzo istotny z punktu widzenia zakończenia.

Ktoś może powiedzieć ... o rany i znowu "potęga miłości ratuje świat" bleeee..... A ja na to: A czy lepsze byłoby gdyby w ostatniej scenie główny bohater sam rozprawił się z setką przeciwników i po efektownej walce pełnej zgonów, ostatecznie zażegnał niebezpieczeństwo? - nie sądzę. Widzieliśmy tego już setki.

AKTORSTWO, czyli dlaczego nie mogę się umówić z Aki Ross

Jak już wspomniałem cały film został wygenerowany na komputerze. Oznacza to, iż nie uświadczymy w nim aktorów a jedynie doskonale imitujące ich modele. Trzeba przyznać, że jak na pierwsze podejście, to panowie z Square spisali się na medal. To prawda, że czasami postaci poruszają się ciutkę sztywno jakby im plecy albo karki przewiało, to prawda że kilka scen odstaje od pozostałych i można by było popracować jeszcze nad generowaniem łez. Ale to i tak nie zmyje pierwszego wrażenia, że mamy do czynienia z produkcją wyjątkową, w którą jacyś ludzie włożyli swoje serca. W niektórych scenach mimika twarzy robi naprawdę piorunujące wrażenie, skupcie się czasami na najzwyklejszych gestach jakie wykonuje Aki słuchając innych bohaterów. Niektórzy aktorzy lepiej by tego nie zagrali. Albo Twarz Sida - "cudownie" postarzona najróżniejszymi plamkami czy zmarszczkami.

Pod postacie podłożono oczywiście głosy, jak w każdej innej "animowanej" produkcji. Tym razem możemy usłyszeć tak znanych aktorów jak Alec Baldwin (Grey), Donald Sutherland (DR. Sid), James Woods (Gen. Hein) czy Steve Buscemi (Neil).

Niektóre głosy dobrano tak, aby ich odtwórcy kojarzyli się z daną postacią. Najlepszym przykładem na to jest Steve Buscemi - wszyscy znamy go z ról, które nawet jeśli w poważnych filmach to i tak nacechowane były dużą dozą ironii i sarkazmu. Tak samo jest tutaj. Jego Neil to postać, która potrafi zachować stoicki spokój na polu walki a także pomaga rozładować napięcie mniej lub bardziej celnymi uwagami.

Jeśli miałbym się do czegoś przyczepić to tylko do wyglądu Kapitana Greya. Wygląda dla mnie jak typowy Amerykanski-patriota-żołnierz-bohater .... no i z twarzy strasznie kojarzy mi się z dojrzalszą wersją Bena Aflecka :-) Przekonajcie się sami.

GRAFIKA, czyli czy to pójdzie na moim G-Force ? :-)

Reszta filmu prezentuje się równie okazale jak postaci. Czasami nawet dużo lepiej. Wszystkie tła i obiekty są dosyć starannie wystylizowane. Nie ma się wrażenia sztuczności czy nadmiernej "czystości" otoczenia. Kolory są dobrane bardzo umiejętnie i pomagają się wczuć w atmosferę wyniszczonej Ziemi. Na największą uwagę zasługują sekwencje snów Dr. Aki. Jako że są to "tylko" sny, graficy mogli popuścić sobie wodze fantazji. To samo tyczy się postaci fantomów oraz końcowych scen gdzie wielkie "cuś" otacza bohaterów. Mi to trochę kojarzy się z Resident Evil.... ale to pewnie tylko moje skrzywienie "zawodowe".

Drobna uwaga. Spotkałem się z zarzutami, że Dr. Aki nie jest specjalnie piękna. A ja na to... bo taka miała być... Jak najbardziej prawdziwa..... jedna z nas..... Na gwinta nam jeszcze jedna ?super modelka z wystrzałowymi balonami?. Poza tym mnie osobiście Aki wydaje się dosyć uroczą osóbką, a jej ?fizyczne niedoskonałości? dodają jej tego uroku jeszcze bardziej.

MUZYKA, czyli to czego nie może zabraknąć w każdym porządnym filmie

Z muzyką w tym filmie jest i dobrze i źle. Źle gdyż brakuje w niej jakiegokolwiek dźwięku pana Nobuo Uematsu, którego szerzej przedstawiać chyba nie muszę. Wielka szkoda, że nie skomponował do tego filmu własnej muzyki. Rozumiem, że twórcy nie umieścili wielu motywów z gier w tym filmie, ale tego że nie mogli umieścić w niej muzyki, którą wszyscy kochamy.... nie bardzo mogę zrozumieć.

Odsuwając jednak na bok te żale, muszę przyznać, że to co słyszymy podczas projekcji nie jest złe (jakkolwiek inne od tego do czego przyzwyczaił nas pan Uematsu) i dobrze ilustruje fabułę. W pamięci zapadają zwłaszcza potężne basy z końcowych scen. Muzyka tam gdzie powinna jest dynamiczna , groźna lub przejmująca. W bardziej romantycznych momentach usłyszymy fragmenty wykonane na pianinie, podczas gdy w scenach akcji dominuje sekcja perkusyjna.

DVD, czyli co dostają Ci którzy NIE zasysają tandetnych Divixów :-).... i których na to stać :-)

Wersja Dvd filmu zasługuje na dodatkową wzmiankę. Jest bardzo przyzwoicie wydana i pełna dodatków. Na pierwszej płycie poza takim standardem jak wybór napisów, skok do wybranej sceny mamy także ścieżki z komentarzami reżysera, montażystów a także wyodrębnioną ścieżkę dźwiękową z komentarzem kompozytora. Jest także kompletna robocza wersja filmu - czyli coś co zobaczylibyśmy na ekranie kina gdyby film wyszedł gdzieś na początku lat 90 :-)

Na drugiej płytce znajdują się najciekawsze atrakcje. Spodobają się nawet tym, którym film w ogóle nie przypadł do gustu. Mamy więc szczegóły dotyczące poszczególnych postaci i pojazdów z filmu. Od groma różnego rodzaju reportaży z powstawania filmu, tu realizatorzy zdradzają sporo tajemnic związanych z powstawaniem filmu. Dalej mamy alternatywną sekwencję początkową oraz zmontowane sny Aki Ross w jednym długim filmiku. Na zakończenie pozostają różne żarciki jakie programiści umieścili w filmie w fazie jego produkcji ( w wersji finalnej oczywiście ich nie ma) Widzimy na przykład jak bohaterowie po przejechaniu samochodem przez stację kolejową, wygrzebują się z wraku z różnymi częściami powbijanymi w ciało (tak wiem, to chory żart:-) ).

Pieszczotek7Nie spotkacie tu Clouda, Rinoy czy Zidana. To zupełnie inna historia, w innym świecie, a na dodatek rządząca się prawami filmu a nie gry. Jeśli to zrozumiecie będziecie dobrze się bawić oglądając Final Fantasy: the Spirits Within.

Plusy
  • Wszystko oprócz...
Minusy
  • Tytuł może być mylący dla fanów gry
  • Przydałoby się więcej dynamizmu w scenach akcji
  • Panie Uematsu - tęsknimy za panem!
  • Bardziej popis grafiki komputerowej niż sztuki filmowej
Autor: Pieszczotek

Oceny redaktorów

Baza ocen do tego artykułu jest pusta.

Statystyka

  • Ostatnia modyfikacja: piątek, 19 czerwca 2009, 23:26
  • Artykuł czytany: 3137
  • Głosów: 19
  • Średnia ocen: 7

Komentarze

  • 1. Kazumaru ~ piątek 19 maja 2006, 19:29

    W sumie jak go za pierwszym razem ogladalem to nie byl zly, swietna animacja. Calkiem fajna muzyka... tylko fabula jakas taka malo finalowa w sumie. Ogolnie to mi sie film podobal, choc raczej malo bylo w nim darmaturgii czy tez uczuc ktore uswiadczyc moglismy tak wiele razy w grach z tej serii... Produkcja miala jakis taki bardziej amerykanski klimat, malo bilo z niej japonskoscia...
    Mimo wszystko film calkiem fajny do jednego obejzenia. No i piosenka przewodnia do filmu przegenialna ;] L'Arc~en~Ciel - Spirits Dreams Inside -cudo :)
    Ocena filmu: 7
  • 2. Vincent ~ poniedziałek 26 lutego 2007, 16:30

    Film oglądałem raz i porazie stwierdziłem że film jest apsolutnie zrombany. Brak mu takiego Final'owego klimatu
  • 3. ghettie ~ piątek 18 stycznia 2008, 12:05

    ja miałem tą przyjemność oglądać film w kinie - jestem usatysfakcjonowany ;]
  • 4. 9999r ~ niedziela 26 września 2010, 17:31

    Film dobry. Byłby bardzo dobry...
    ...gdyby nie tytuł.

Dodaj komentarz

Aby skomentowć artykuł wystarczy wpisać treść komentarza w polu obok. HTML jest niedozwolony.

Niezarejestrowani użytkownicy muszą wypełnić pole Autor.

Konieczna jest również weryfikacja niezalogowanych użytkowników.

Wypowiedzi obraźliwe, infantylne oraz nie na temat będą moderowane - pisząc postaraj się zwiększyć wartość dyskusji.